Wchodzę do biurowej restauracji na piętrze. Dwie damulki przy jednym stoliku. Jeden urbanista rozmawia z kelnerką. Podchodzę do nich, i wtrącając się w ich rozmowę, zamawiam obiad. Nic specjalnego – kotlet i ziemniaki. Standardowe danie oferowane w takich miejscach. Usiadłem przy jednym z wielu stolików. Czekałem.
Wokoło nic się nie działo. Błądziłem myślami po bezkresnej równinie spraw nieważnych, obojętnych, nijakich. Wodziłem wzrokiem za kolejnymi kroplami topniejącego śniegu, który obijał się o framugę okna. Nic, co istniało wokoło mnie, nie było ważne. Nie byłem ważny też ja. Byłem tylko kłębkiem myśli zawiniętych na widelec w palecie miliardów takich samych widelców. Byłem bezmyślną maszyną zatopioną w otchłani nicości. Wszystko sprowadzało się do jednego wniosku – nie istniałem.
Podano mi mój obiad. Smak był nijaki, spożywałem wielkie „nic”. Gdy skończyłem jeść, wstałem od stolika i zapłaciłem rachunek. Tak wyglądała każda moja przerwa w pracy. Pozostało mi 5 godzin siedzenia za biurkiem. Wróciłem do swoich obowiązków.
[…]
KTOŚ
Słyszałeś, że N. nie żyje? Miał wczoraj wypadek.
JA
Tak, mówią o tym wszędzie. Co właściwie było przyczyną tego wypadku?
KTOŚ
Kierowca zasnął za kierownicą z przemęczenia i wpakował się na maskę samochodu N. Ten zginął na miejscu. Tamtemu nic nie jest. Odpowie za nieumyślne spowodowanie śmierci przed sądem.
[…]
JA
Jakim samochodem jechał sprawca wypadku?
KTOŚ
Czarna furgonetka. Pracował w przedsiębiorstwie handlowym i zawoził towar do sklepu. Był przemęczony całodzienną pracą i ciężkim trybem życia. Wiesz jak to jest, urabiać ręce w pracy dla marnych groszy.
JA
Żyjemy w takim państwie, w którym każdy musi harować jak wół. Jesteśmy zdeterminowani do łapania każdego możliwego zajęcia, by zdobyć nieco więcej pieniędzy, niż potrzebujemy do życia. Kiedy pogrzeb N.?
KTOŚ
W najbliższy czwartek.
[…]
Koniec dniówki. Wychodzę z biura. Ulica. Jeden człowiek – mijam go. Drugi człowiek – mija mnie. Mijam się ze sobą samym. Brnę pod prąd. Nie wracam do domu. Wręcz przeciwnie. Oddalam się od niego coraz bardziej. Gdzie idę? Nie wiem. Na pewno nie do Wioletty. Skręcam. Idę dalej. Zaczyna padać. Mróz. Lodowacieją mi ręce. Decyduję się gdzieś ogrzać. Wchodzę do pierwszego napotkanego baru. Cieplej. Podchodzę do barmana, zamawiam jedną setkę. Wypijam. Jeszcze cieplej. Mijają kolejne minuty. Wypijam kolejny kieliszek. Gorąco. Czuję lekką goryczkę wódki w ustach. Przechylam trzecią kolejkę. Nadal nie wiem, kim jestem. Lśniącym bublem, błyskotką zakurzoną na strychu czy skarpetą wiszącą nad kominkiem. Czymś zupełnie niepotrzebnym? Zdecydowanie. Barman wypełnia czwarty kieliszek wódką. Wypijam. Teraz już wiem. Ja nie istnieję. Mnie nie ma na tym świecie. Nie jestem nawet nicością, bo nicość „jest”. Mnie po prostu nie ma. Przysiada się do mnie kobieta.
KOBIETA
Postawisz mi kolejkę?
JA
Nie. Nie szukam szybkiego seksu.
KOBIETA
Ja też nie. Zapytałam się tylko, czy postawisz mi kolejkę. Ktoś ukradł mi portfel, a mam ochotę się napić. I uwierz, nie jesteś w moim typie.
JA
Barman, jeszcze raz to samo. Dla tej obok również.
KOBIETA
Mam na imię S.
JA
Nie obchodzi mnie twoje imię.
KOBIETA
Uważasz, że będąc zlodowaciały, udowodnisz sobie, że nie istniejesz? Mylisz się kotku. Rozmawiając ze mną, dowodzisz tego, że jesteś. Może niezbyt przydatny, bo potrzebny tylko do zapłacenia za mój kieliszek wódki, ale wciąż istniejący.
JA
Sama przyznałaś, jestem niepotrzebny. A dziś tylko udowodnię przez czyn moją rację o nieistnieniu.
KOBIETA
Chcesz popełnić samobójstwo?
JA
Tak. Jesteś nawet bystra.
KOBIETA
Nie trudno było się domyśleć. Gdybym miała się zabić, skoczyłabym z mostu. Jak chcesz to zrobić?
JA
Nie zastanawiałem się jeszcze. Jest mi to zupełnie obojętne.
KOBIETA
Masz rację. Ciebie nie ma, więc i twojej śmierci nie będzie.
[…]
Kobieta odeszła. A mnie nie było. Wprawdzie nie istniałem, ale wypiłem dziesiąty kieliszek wódki i wyszedłem. Ciało moje kostniało od potęgującego mrozu. Od wewnątrz alkohol rozgrzewał mój organizm. Wokoło twarze nieznajomych ludzi. Przechodniów pokrywała nieopisana ciemność. Śnieg martwo prószył. Zupełnie nic się nie działo na ulicach. Moje kroki wiodły w kierunku znanego mi mostu. Ta sugestia kobiety była na tyle rezonującą na moją podświadomość, że właśnie to miejsce obrałem sobie na zwieńczenie mojego nieistnienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz