Most. Liny, tysiące lin. Kilka ton żelastwa zespawanego w jeden wiadukt wiodący ku śmierci. Monumentalny posąg. Exegi monumentum rozpaczy. Nie odzwierciedlał swoją wielkością potęgi mojego życia. Moje życie nie posiadało potęgi. Moje życie było wielkością przypominające ziarenko piasku. Most był pusty. Wszystko w moim świecie było puste. Nic nie miało wartości. Nie próbowałem żyć inaczej. Nie chciałem. Ten otaczający nonsens sprawiał, że każdy oddech był coraz cięższy. Zostałem przygnieciony rzeczywistością. Życie stało się udręką. Życie stało się śmiercią. Nie warto było czekać. Ile warte jest ostatnie dziesięć sekund mojego życia? Kieliszek wódki, dziesięciogroszówkę czy jedno słowo Wioletty? Najwyższy czas się przekonać.
Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć, cztery, trzy, dwa, jeden.
Nic. Nic nie warte było moje życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz